Kiedy za oknem jest taka jakże piękna pogoda jak teraz (deszcz, burza, wiatr), chyba nikt nie chce wychodzić z domu. Ja w takie dni po prostu leżę sobie na łóżku z laptopem i oglądam. Pomyślałam, że skoro nie mam ochoty aby wychodzić na zewnątrz, w końcu mogłabym coś napisać na bloga. Ale co?
Uznałam, że ciekawym pomysłem byłoby opowiedzieć o swoim dzieciństwie. To znaczy o niektórych sytuacjach, które są zabawne (przynajmniej według mnie i moich rodziców).
Chciałabym opowiedzieć je chronologicznie, niestety nikt z nas nie wie, które zdarzenie miało miejsce najpierw. No to do dzieła.
Bodajże 2 tygodnie po urodzeniu dostałam od babci maskotkę. Nazwałam ją Myszka (tak wiem, kreatywna nazwa).
Zawsze lubiłam bawić się jej ogonem. Pewnego wieczoru, kiedy leżałam sobie w łóżku i kręciłam tym ogonem na prawo i lewo, w pewnym momencie okazało się, że niestety jej go oderwałam mówiąc przy tym '' O Bozie, o Jezu, o japiejdole". Tak, przeklinałam mając może parę miesięcy? (jeżeli takie słowa można jeszcze przekleństwem nazwać)
Chyba kochałam to robić, ponieważ kiedyś rodzice kupili mi serek. Zaproponowali, że pomogą mi z otwarciem go, ja oczywiście jak taka Zosia samosia nie zgodziłam się i próbowałam go na siłę otworzyć. Po kilku nieudanych próbach krzyknęłam "Kuwa mać" i prawdopodobnie rzuciłam nim o stolik. Bo czemu nie? :DKiedyś pojechaliśmy do mojej kuzynki na kilka dni. Moja mama i kuzynka siedziały w kuchni i rozmawiały. Ja tymczasem byłam obok, tylko że siedziałam na podłodze i bawiłam się Myszką. Po chwili kiedy skończyły rozmawiać zauważyły, że ja śpię sobie na podłodze. :D
A teraz parę zdjęć może? :D
To w czym siedzę miało być 'domkiem' dla lalek, tam najwyraźniej miały być przechowywane lalki, kiedy się nimi nie bawię. Ale skoro było 'w moim rozmiarze' uznałam, ze sobie tam wejdę. :D
Tutaj jak widać huśtałam się. Ale to zdjęcie pojawia się tutaj ze względu na moja minę. :D
Mam nadzieję, że podobało wam się. :D Papa. :D













