piątek, 9 października 2015

nieśmiałość?

Ostatnio w swoim zachowaniu zauważyłam coś dziwnego, nie potrafię mówić o sobie, swoich uczuciach, a nawet nie chcę, żeby ktoś znajomy czytał to o czym piszę. Ja zawsze wiedziałam, że jestem nieśmiała, ale czy aż tak? W życiu nie widziałam na oczy osoby, która nie zna swoich dobrych stron, tak, nie znam swoich dobrych stron. A przynajmniej nie lubię, albo nie chcę o nich mówić. Nie żebym narzekała, czy coś, ale sprawia mi to problemy. Wielkie problemy. Może kiedyś pomyślę sobie "jak ja mogłam coś takiego nazywać problemem?" ale teraz nie. 
Wstydzę się mówić do SIEBIE, ale tylko o niektórych rzeczach. Jak na co dzień jestem dość towarzyska osobą, w podstawówce nie ukrywam nie byłam znienawidzona osobą, wręcz przeciwnie, byłam osobą, którą większość klasy lubiła to nigdy nie potrafiłam sama się z kimś zaprzyjaźnić. Zazwyczaj trzymam się z osobami, które znam dość długo, bo wstydzę się innych. 
To chyba głupie, ale proszę o radę. Może jakimś dziwnym trafem czyta to osoba, która miała taki sam problem jak ja? Da się to jakoś w ogóle zmienić? 
Pozdrawiam Alę i Zuzkę.. :D 

niedziela, 9 sierpnia 2015

Brak weny na tytuł :D

Też macie tak, że cały dzień siedzicie na dupie myśląc co pożyteczniejszego można by zrobić niż siedzenie przed komputerem? Tak naprawdę ja w każdej wolnej chwili (czyli cały czas) mogłabym pisać na blogu, jednakże nie wiem o czym. Ten powstaje tak po prostu. Nie będzie miał określonego tematu. Więc jeżeli nie macie ochoty czytać o moich problemach, które są problemami błahymi i po co pojawiają sie one tutaj jest jedną wielką niewiadomą, po prostu nie czytajcie. :D 
Czasem po prostu siedzę i wariuję, bo nie mam co robić podczas tych wakacji. Na niektóre rzeczy jestem po prostu za leniwa, albo przez parę sekund mam na to ochotę, po czym zaczynam myśleć, że to jednak bez sensu. Trochę przygnębia mnie to, że jestem wychowana na tej całej technologii. Teraz pewnie nie siedziałabym w domu dodając tego posta, tylko byłabym gdzieś z przyjaciółmi świetnie się bawiąc w realnym, nie wirtualnym świecie, który być  może ogłupia człowieka. 
Jak mijają wam wakacje? Ja nadal nie mogę uwierzyć, że to dopiero minęła połowa. Szczerze wolałabym, żeby zaczął się już rok szkolny. 
Zastanawia mnie, czy kiedy będę chodzić do szkoły będę kontynuowała 'przygodę' z blogiem. Gdyby nie, to dla nikogo żadna strata. ;) Choć nie wiem czemu miałabym przestawać. I tak raczej nie uczyłabym się po szkole do jakichś testów i tak nigdy tego nie robiłam. Też macie tak, że jak coś przerobicie na lekcji, nie musicie się potem tego uczyć w domu, żeby dobrze napisać o tym na teście, bądź przynajmniej dobrze odpowiedzieć na lekcji? Ja tak mam, oczywiście poza historią. 
Moim największym lękiem w nowej szkole jest poznanie nowych ludzi. Boję się, że zapoznam się z kimś, chwilę pogadamy, polubimy się i następnego dnia, kiedy przyjdzie pora wypowiedzenia imienia tej osoby, od razu zapomnę jak ona miała na imię i się skompromituję, mówiąc inaczej niż jest w rzeczywistości. Choć nie ukrywam byłoby śmiesznie. :D
Mam szczerą nadzieję, że nadal będę miała możliwość utrzymywania kontaktów z bliskimi mi osobami. W końcu byliśmy ze sobą w klasie od 8 lat. Raczej byli mi bliscy. 
Będzie mi brakowało tych wygłupów na lekcjach, przerwach, w autobusie, na wycieczkach. Pierwsze miłości, przyjaźnie. Nie wyobrażam sobie życia bez tych głuptasów, którzy mnie zmienili, za co im ogromnie dziękuję (choć wątpię, żeby któreś z nich to czytało), ponieważ nie jestem juz taką szarą myszką, która nie potrafi nawet poprosić własnej kuzynki o kawałek batonika. Tak było. :D Jestem szczęśliwa, a zarazem smutna. Smutna, że to już raczej koniec, szczęśliwa, że nie powinnam nigdy ich zapomnieć. A oto dwie piosenki, które tak bardzo mnie smucą, ponieważ były odtworzone w trudnej chwili jaką było zakończenie roku szkolnego, na którym niestety musiałam pożegnać sie z niektórymi. 
Pewnie  teraz wielu z was wspomina jakieś dawne szkolne czasy, mam rację? (pewnie jak zwykle nie :D)
Piszcie mi o czym chcielibyście czytać na tym blogu, spróbuję sie dostosować. ;) 
A tym czasem żegnam się z wami. Papa ;)

środa, 5 sierpnia 2015

Rehabilitacja

Dzień dobry wieczór. 
Jako, że w pisaniu bloga chodzi o to, aby mówić o sobie, zrobię to. 
Od poniedziałku (3.08.15r.) przez następne trzy tygodnie codziennie rano (oprócz weekendów) muszę jeździć na rehabilitacje. Zaczęło się tego dnia, kiedy pojechałam na zdjęcie gipsu. Siedziałam w przychodni szczęśliwa, że teraz będzie mi już tylko łatwiej, bo będę bez gipsu, będę mogła w końcu normalnie funkcjonować. Okazało się, ze po czterech tygodniach męczarni, czekają mnie kolejne dwa. Tym razem ucięli mi kawałek gipsu, przyłożyli do ręki i owinęli bandażem. Codziennie musiałam sobie go odwijać i prostować rękę w misce z ciepłą wodą. Może parę dni ominęłam, ale miałam na to dwa tygodnie, więc uznałam, że to odrobię. Chyba odrobiłam. W końcu, kiedy nadszedł ten dzień, w którym miało sie okazać, że mam już spokój z tym wszystkim, lekarz powiedział mi, że moja ręka nie wygląda najlepiej (z resztą na pierwszej wizycie sama o tym wiedziałam, bo przedtem zrobiłam zdjęcie rentgenowskie, na którym jest dokładnie pokazane, że tylko połowa kości się ze sobą łączy,od razu wiedziałam, że nie będzie dobrze, ale jednak miałam ten cień nadziei) i kazał mi jeździć na rehabilitacje przed dwa tygodnie. Jak się okazało, jeden z zabiegów muszę zacząć dopiero w następnym tygodniu, tak samo muszę wykonywać go przez dwa tygodnie, więc doliczając ten wyjdą trzy (tygodnie). 
Mój tata nie jest z tego zadowolony, jakby to była moja wina, a czy to ja składałam sobie kości będąc uśpiona? To widać, że za dobrze nie wygląda, wiec nie wiem jak mogli mi to tak zostawić. No ale nie ważne. Uważajcie na siebie, bo coś czuję, że te rehabilitacje za dużo nie pomogą, więc lepiej, żebyście nie musieli tego przechodzić, choć wiem, że są gorsze przypadki, ludzie chorują na śmiertelne choroby, a ja się tu wyżalam, bo dodatkowy tydzień muszę jeździć na rehabilitacje. Wszystko rozumiem, ale muszę o czymś napisać, a gdybym miała pisać o tym co robię codziennie, to nie miałoby to najmniejszego sensu, ponieważ codziennie pojawiałby się raczej dokładnie taki sam post. 
No więc, papa. ;) 


sobota, 25 lipca 2015

Dzieciństwo Madzi ^^

Kiedy za oknem jest taka jakże piękna pogoda jak teraz (deszcz, burza, wiatr), chyba nikt nie chce wychodzić z domu. Ja w takie dni po prostu leżę sobie na łóżku z laptopem i oglądam. 
 Pomyślałam, że skoro nie mam ochoty aby wychodzić na zewnątrz, w końcu mogłabym coś napisać na bloga. Ale co?

Uznałam, że ciekawym pomysłem byłoby opowiedzieć o swoim dzieciństwie. To znaczy o niektórych sytuacjach, które są zabawne (przynajmniej według mnie i moich rodziców). 






Chciałabym opowiedzieć je chronologicznie, niestety nikt z nas nie wie, które zdarzenie miało miejsce najpierw. No to do dzieła. 

Bodajże 2 tygodnie po urodzeniu dostałam od babci maskotkę. Nazwałam ją Myszka (tak wiem, kreatywna nazwa). 
Zawsze lubiłam bawić się jej ogonem. Pewnego wieczoru, kiedy leżałam sobie w łóżku i kręciłam tym ogonem na prawo i lewo, w pewnym momencie okazało się, że niestety jej go oderwałam mówiąc przy tym '' O Bozie, o Jezu, o japiejdole". Tak, przeklinałam mając może parę miesięcy? (jeżeli takie słowa można jeszcze przekleństwem nazwać)
Chyba kochałam to robić, ponieważ kiedyś rodzice kupili mi serek. Zaproponowali, że pomogą mi z otwarciem go, ja oczywiście jak taka Zosia samosia nie zgodziłam się i próbowałam go na siłę otworzyć. Po kilku nieudanych próbach krzyknęłam "Kuwa mać" i prawdopodobnie rzuciłam nim o stolik. Bo czemu nie? :D









Kiedyś pojechaliśmy do mojej kuzynki na kilka dni. Moja mama i kuzynka siedziały w kuchni i rozmawiały. Ja tymczasem byłam obok, tylko że siedziałam na podłodze i bawiłam się Myszką. Po chwili kiedy skończyły rozmawiać zauważyły, że ja śpię sobie na podłodze. :D





A teraz parę zdjęć może? :D 




 To w czym siedzę miało być 'domkiem' dla lalek, tam najwyraźniej miały być przechowywane lalki, kiedy się nimi nie bawię. Ale skoro było 'w moim rozmiarze' uznałam, ze sobie tam wejdę. :D 










Tutaj jak widać huśtałam się. Ale to zdjęcie pojawia się tutaj ze względu na moja minę. :D 























Mam nadzieję, że podobało wam się. :D Papa. :D 


















środa, 15 lipca 2015

WAŻNE!!

Bardzo was proszę, piszcie w komentarzach jakieś propozycje na nowe posty, bo jednak chciałabym, aby ten blog dalej się rozwijał, a żeby mógł muszę dodawać nowe posty, ale żeby je dodać muszę wiedzieć o czym napisać. W taki sposób dowiem się o czym chcielibyście czytać. ;) 
A więc papa. ;) 

wtorek, 7 lipca 2015

30 faktów o mnie. :D

Hej.
Postanowiłam,, że na blogu też mogę zrobić ten tag "50 faktów o mnie" ponieważ prawie w ogóle mnie nie znacie. ;) Może zamiast 50-ciu faktów napiszę 30? :D
Więc, zaczynajmy...

1. Dokładnie nazywam się Magdalena Iwona Muniak

2. Urodziłam się 15.04.2002 r. czyli mam ponad 13 lat.
3. Już po wakacjach będę tym słynnym "gimbusem", których tak wszyscy nienawidzą. :D
4. Mieszkam na wsi niedaleko Zielonej Góry (woj. Lubuskie)
5. Uczę się nie najgorzej (nie będę wstawiać zdjęcia swojego świadectwa, bo wszyscy zaraz będą mówić, że chwalę się ocenami i w ogóle, więc to nie ma najmniejszego sensu)
6. W gimnazjum wybieram się do klasy z profilem humanistyczno-medialnym, choć zawsze nienawidziłam historii, nigdy nie mogłam zapamiętać tych wszystkich dat, nazwisk i było to dla mnie nie do pojęcia, ale postaram się nie zawalić.
7. Mogłabym całymi dniami siedzieć, a raczej leżeć z laptopem w łóżku, jeść chipsy i oglądać filmy na YouTube, albo grać.
8. Nie mam najlepszej przyjaciółki/przyjaciela, a jest to spowodowane tym, że kiedyś miałam taką osobę i czego bym jej nie powierzyła w sekrecie już parę innych koleżanek wiedziało, a jak ja komuś powiedziałam raz to co ona mi powiedziała to zerwała naszą przyjaźń, bo nie mogła mi ufać. Wtedy miałam ochotę ją udusić. ;)
9. Jestem bardzo niska. Często ubolewam nad swoim wzrostem, bo niby małe jest piękne, ale bez przesady, kiedy wszystkie koleżanki są ode mnie o co najmniej 10 cm wyższe.
10. Mam brązowe włosy, długością dosięgające do pępka.
11. Oczy tego samego koloru.
12. Ogólnie prawie wszystkie geny odziedziczyłam po tacie, jedynie chyba to, że mam piegi, łatwo się wkurzam, czasem chciałabym się wdać w kłótnię i to, że jestem kobietą mam po mamie.
13. Lubię malować paznokcie. Zawsze w szkole nauczycielki się wkurzały itp. raz to mi pani na matmie kazała iść do łazienki, żeby zmyć ten lakier do tego dała mi jeszcze nożyczki (całą matematykę wtedy przesiedziałam w łazience zdrapując lakier z paznokci, dobre tyle), ale ja nienawidzę mieć niepomalowanych paznokci. 
14. Nie mam rodzeństwa, a zawsze chciałam, szczególnie starszą siostrę.
15. Już drugi raz mam złamaną rękę, nic więcej nigdy nie miałam złamanego oprócz rąk.
16. Czasami jestem infantylna co nie bardzo mi się podoba. :)
17. Lubię mówić do siebie, szczególnie kiedy nikogo nie ma w domu i robię sobie coś do jedzenia lub siedzę przy komputerze. Czasem mam też takie dni, że staję przed lustrem i mówię do swojego odbicia, bo czuję się jakbym z kimś rozmawiała, a zawsze mam za mało odwagi, żeby o tym komuś powiedzieć. 
18. Pierwszego chłopaka miałam w wieku +/- 10-ciu lat. XD
19. Nie umiem gotować, jedynie odgrzać płatki z mlekiem w mikrofalówce i w ogóle oprócz tego wszystkiego co potrafię włożyć do mikrofalówki nie umiem samodzielnie przyrządzać jedzenia. (nie licząc jakichkolwiek kanapek)
20. Ogólnie w tym roku szkolnym, który się już skończył, jako, że mieszkam na wsi to u nas w szkole były organizowane zajęcia - kickboxing (nadal nie wiem czy dobrze to napisałam) i karate. Ja zapisałam się na te pierwsze i spodobało mi się. Trener powiedział, że jak będę miała czas po szkole to mogę wpaść i poćwiczyć. :D Szkoda tylko, że chyba nie będę miała. :/ 
21. Tak samo w naszej szkole były zajęcia taneczne, na które też oczywiście się zapisałam. Rodzaj (?) tańca to był hip hop. Czyli wychodzi, że miesięcznie płaciłam 70 zł za zajęcia pozalekcyjne, bo 50 zł kickboxing i 20 zł "tańce". :D (po co ja to piszę? XD)
22. Lubię jeździć konno, choć nie do końca potrafię. 
23. Lubię zabijać pająki książkami, które kiedyś komuś sprzedam. XD
24. Czasem chciałabym nosić okulary, ale często uważam, że może bardziej by mi przeszkadzały, choć okulary to chyba nic strasznego. Jeżeli ktoś z was nosi napiszcie mi, proszę, czy okulary serio są takie denerwujące? Pytam na przyszłość. XD
25. Nie pojmuję tego jak można jeść oliwki. 
26. Zawsze mam tak, że nawet nie spróbuję jak coś smakuje, a już mówię, że nie będzie mi smakowało. (Co do oliwek się nie myliłam, żałuję, że próbowałam)
27. Lubię oglądać horrory, ale nie mogę, bo tak się ich boję, że przed snem widzę przed sobą tą postać z tego filmu i często było tak, że się bałam i szłam spać z tatą. Kto puszczał mi do cholery jasnej horrory kiedy byłam młodsza?! Pewnie ja... 
28. Niedawno zaczęłam nienawidzić zimę, ale przez te upały uważam, że mogłaby ona nastąpić już teraz, chociażby z tego powodu, że czego nie zrobię to się spocę jak nigdy na WF-ie...
29. Lubię sobie czasem włączyć jakiś film lub nawet bajkę, żeby trochę popłakać, bo często są takie sceny, w których dzieje się coś smutnego, co mnie rozkleja, a dzieje się to momentalnie.
30. Uczyłam się grać na pianinie/fortepianie i jeździłam do takiego jednego pana na naukę gry i kiedyś pożyczył mi książkę z nutami i nie pojechaliśmy na kolejną lekcję i nadal mam jego książkę. :D

Dobra. Jest chociaż 30 faktów. Mam nadzieję, że może być i czegoś się o mnie dowiedzieliście. ;) 

A więc papa. ;) 


niedziela, 28 czerwca 2015

Ach, te szpitale...

Witam bardzo serdecznie was wszystkich czytających. ;) Uznałam, że skoro na samym początku powiedziałam, że napiszę o moim pobycie w szpitalu, to to zrobię. To jest w sumie sprawozdanie z mojego (prawie) całego dnia.A więc, niecałe dwa tygodnie temu w szkole zostałam na SKS-ach (szkolne kółko sportowe). Zanim na szkolne boisko przyszła pani, my uznaliśmy, że sami pójdziemy, pogramy sobie w piłkę. Mój kolega stał na bramce, a ja też lubię bronić, pomimo tego, że nie potrafię, więc pytałam go czy mogę robić to za niego. Oczywiście się nie zgodził, więc ja jak to ja, można powiedzieć, że wepchałam się. Akurat strzelał kolega, który kopnięciem mógłby zabić (nie no bez przesady), ale kiedy wystawiłam rękę i dostałam tą piłką zdążyłam poczuć, że ręka mnie boli i zauważyć, że jednak nie wygląda tak jak powinna. Akurat na boisko szła odpowiedzialna za nas nauczycielka, więc  podeszłam do niej mówiąc "proszę pani, boli mnie ręka (ciągle  trochę zwijając się z bólu) proszę pani, ała, proszę pani" i tak ciągle.. ona miała mnie gdzieś i rozmawiała z kimś innym do momentu w którym nie pokazałam jej ręki. Poszła ze mną na ławkę, podłożyła dłoń pod moją rękę i pytała czy mnie to boli. Nagle powiedziała wszystkim, że musimy iść przed szkołę, bo ona ich samych nie zostawi, a musi mi usztywnić rękę. Poszłyśmy i dała mi kartonik, ponieważ ogólnie ręka mnie nie bolała  jeśli tylko miałam ją usztywnioną. Usiadłam sobie przed szkołą, bo tam lepiej się oddychało, kiedy pani mnie zapytała, czy mam numer do taty. Musiałam oczywiście po niego zadzwonić (bo przecież po co zadzwonić po karetkę?). Okazało się, że tacie w samochodzie zepsuła się skrzynia biegów i zawiózł samochód  do naprawy. Pożyczył samochód od wujka i w przeciągu 10 minut był już pod szkołą. Nie ukrywam, mieszkam na wiosce i do najbliższego szpitala miałam jakieś 25 km to prawie 30 minut jazdy. Kiedy dojechaliśmy do szpitala poszliśmy do rejestracji, gdzie pani powiedziała nam, ze musimy iść do gabinetu nr 5,ale zanim wejdziemy, spytać kto idzie ostatni, a my po nim powinniśmy pójść. No to poszliśmy. Kiedy wyszła pani, która miała być przed nami okazało się, ze teraz wchodzi ktoś inny. I tak było ciągle, a my przecież tylko czekaliśmy na skierowanie na zrobienie zdjęcia. A pierwszeństwo miały osoby ze zdjęciem. Kiedy weszliśmy my, spojrzałam przelotnie na zegarek. Kto nie byłby wkurzony wiedząc, że czekał 3 godziny tylko na skierowanie na zdjęcie? Przyjechaliśmy po 15 do szpitala a weszliśmy do gabinetu po 18. Tam lekarz sprawdzał w którym dokładnie miejscu miałam złamaną kość, a raczej kości, uciskając przy tym ciągle to samo miejsce, to które bolało. To chociaż rozumiem, przecież musiał wiedzieć, w którym miejscu nastawiać. Dali mi skierowanie, poszliśmy zrobić zdjęcie i musieliśmy wrócić. Ze zdjęciem czekaliśmy już jakieś 20 minut. Doktor w środku spytał czy chcę, żeby mi nastawili rękę od razu, bez znieczulenia, że chwilowo poczułabym ból, ale za to od  razu wróciłabym do domu, czy żeby mnie uśpili, ale musiałabym zostać na jedną noc. Oczywiście wybrałam tę drugą opcję. Dali tacie co najmniej 6 kartek do wypełnienia (o której godzinie jadłam, piłam, czy nie jestem na coś chora, po to, żeby nie zaszkodził mi środek usypiający). Kiedy tata to uzupełniał mi pielęgniarka założyła wenflon. Wróciłam do taty, żeby mu pomóc. Kiedy skończył mieliśmy zanieść to jakieś pielęgniarce. Zapukaliśmy do takiego pokoiku, w którym siedziało ich chyba co najmniej cztery. Tata chciał jednej dać te papiery, powiedziała, żebyśmy poczekali chwilę, po czym zamknęła drzwi i zaczęły wszystkie ze sobą rozmawiać, śmiać się, a my czekaliśmy na korytarzyku, bo przecież nawet nikt mi nie powiedział do którego pokoju mogę pójść, bo po co? Kiedy zauważyłam, że wstała powiedziałam to tacie. Okazało się jednak, że wzięła torebkę, jakiegoś kwiatka i wyszła. No wtedy to już po prostu zaczęliśmy się z tatą śmiać, bo przecież co innego w takiej sytuacji zrobisz? Nie zaczniesz się drzeć, żeby wróciła. Po jakichś 10-ciu minutach przyszła do nas jakaś inna pielęgniarka i się nami zajęła. Powiedziała, do którego pokoju mam iść. Poszliśmy. Tata został ze mną jeszcze jakiś czas, ale jako, że on musi brać tabletki i nie był jeszcze swoim autem, to musiał pojechać. Poleżałam sobie może pół godziny? Przyszła po mnie jedna lekarka, która miała między innymi mnie operować, mówiąc, że mam już iść. Kiedy mnie wieźli miała pretensje, ze tata już pojechał, a potem mówiła, że nie ma jednego z papierów i tak leżałam, leżałam. Nagle się okazało, że go ma. Operacja skończyła się po 22. Rano dostałam śniadanie - bułkę z masłem. Musiałam czekać, aż  przyjedzie mój tata, żeby mi ją posmarował, bo jak ja miałam zrobić to jedną ręką? Rano lekarz powiedział mi, że mogę już dzisiaj wrócić do domu. Kiedy przyjechał tata poszedł zapytać kogoś o wypis, powiedzieli mu, że wypisy dają o godzinie 14. Była 10. Mój kochany tatuś poszedł się zapytać lekarza, który mnie operował, czy moglibyśmy dostać wypis wcześniej, to z ledwością się zgodził. Ale się udało. Jako, że jeszcze do cioci pojechaliśmy to w domu byliśmy po 12. Nigdy nie sądziłam, że mój dzień w szpitalu może być tak okropny. Przynajmniej wiedziałam, żeby nie pić i nie jeść. Pewnie wtedy bym została na dwie noce w szpitalu. 
Nie wiem. To była jakaś masakra, teraz przynajmniej cieszę się, że mam to z głowy. 
Ciekawe, czy ktoś z was dotrwał do tego momentu. ;) Jeżeli tak, mam nadzieję, że doceniacie to, że tak dużo napisałam, bo robię to jedną ręką i jest na prawdę ciężko.
A więc papa. ;)

piątek, 26 czerwca 2015

WAKACJE!!

A więc, jako że dziś nastąpił dzień, na który chyba wszyscy czekaliśmy uważam, że zasługujemy na wspaniałe wakacje pełne wypoczynku, różne wyjazdy gdzie popadnie, spotykanie się ze znajomymi, rodziną, za te 9 miesięcy (licząc dni wolne) przesiedziane w szkole. Więc dziś, mam zaszczyt życzyć Wam wszystkim takich właśnie wakacji, choć pewnie spora część ludzi spędzi je w większości tak jak ja - przy komputerze. Najważniejsze jest, abyście się wszyscy dobrze bawili. Uważajcie na  siebie, bo możecie je sobie zepsuć w głupi sposób. Mam tu na myśli łamanie jakichkolwiek kończyn. Nie chcecie raczej połowę (albo połowy) wakacji przesiedzieć w gipsie. Tak jak ja. XD 
Więc tak, mam nadzieję, że nie zmarnujecie swoich wakacji, tej pięknej deszczowej pogody podczas której zacznie prószyć śnieg przed komputerem. Najlepiej wtedy wyjść na zewnątrz i pograć w piłkę, siatkówkę, pojeździć na rowerze, rolkach, cokolwiek, aby spędzić wakacje aktywnie. 
Papa. ;)

środa, 24 czerwca 2015

Trudne początki :D

Witam was wszystkich czytających, w tej chwili marnujących czas na czytanie tego właśnie bloga ludzi! 
Może zacznę od przedstawienia się. 
Nazywam się Magda (Magdalena) Muniak, mam 13 lat (i tu w tym oto momencie widzę jak właśnie wyłączasz kartę, gdyż mój wiek nie jest taki jak twój, jestem od ciebie młodsza, co znaczy oczywiście, że jestem dzieckiem internetu i że będę tylko mówiła o głupotach). Co dalej napisać? Nie wiem. Pewnie jak mi się przypomni będzie o tym wzmianka. :) 
Ogólnie od paru miesięcy myślałam, czy by nie zacząć blogować, bądź vlogować. Po prostu po to, żeby podzielić się swoimi przemyśleniami, choć jestem osobą nieśmiałą (o takich wzmiankach wcześniej mówiłam) i zawsze się bałam reakcji ludzi. Tylko dlaczego? Sądzę, że mogło być to trochę głupie, bo przecież czemu mam się przejmować jakimiś obcymi ludźmi, którzy oceniają choćby po wyglądzie, nie znając w ogóle człowieka? Więc dlatego postanowiłam coś napisać, a jako, że wakacje już za parę dni to będę miała czas na pisanie, jak tylko będzie mi się chciało. 
Nudzi mi się i zmieniam kolory czcionki... :/ Ale nie o tym miałam pisać. A więc kiedy już wiecie ile mam lat, możecie się domyślać w której jestem klasie. Tak, chodzę do 6 klasy, za ponad dwa miesiące (albo trzy, bo słyszałam, że niby wakacje mają być przedłużone w co osobiście nie wierzę i uważam, że nawet gdyby, to jest to już lekka przesada) będę w 1. klasie gimnazjum, więc w ten piątek spotkam się możliwe po raz ostatni z niektórymi przyjaciółmi, którzy uczynili moje życie piękniejszym, bardziej kolorowym przez te 8 lat. Nie zabraknie mi jednak reszty przyjaciół, ponieważ będą razem ze mną, choć obawiam się, że nasze drogi się rozejdą, dlatego proszę was, napiszcie w komentarzu jak wy przeżyliście rozstanie z przyjaciółmi (bo nie wierzę, żeby nikt starszy ode mnie tego nie czytał, chyba że już sam początek, w którym wyjawiam swój wiek go odrzucił, to wtedy nie musicie pisać). Mam nadzieję, że wasze wakacje będą lepsze niż początek moich, ponieważ mam złamaną prawą rękę (a jestem właśnie praworęczna) i ci którzy tak nie mieli, uwierzcie, jest ciężko. Nie mam na myśli wagi gipsu (choć nie ukrywam, że do najlżejszych rzeczy na świecie nie należy), lecz do sposobu wykonywania różnych czynności, które nigdy nie sprawiały mi trudności a sprawiają teraz. Na przykład: codziennie rano włosy czesze mi tata (w końcu kiedyś musiał się nauczyć :D), albo granie w gry kiedy nie dasz rady trzymać w dłoni myszki, bo ręka jest w złej pozycji a ty nic z tym nie możesz zrobić. Niestety, takie życie niezdary, która uważała, że stanie na bramce to świetny pomysł, kiedy nie ma się kompetencji. Może kiedy indziej opiszę wam mój pobyt w szpitalu, ponieważ sądzę, że o tym warto napisać. 
Więc mam nadzieję, że jakoś udało mi się was urzec, że nie jest aż tak źle co do formy prowadzenia bloga, że nikomu nie przeszkadza to, że trochę tu kolorowo, że zostawicie jakiś miły komentarz, może nawet podsuniecie temat na następnego bloga? :) 
I pamiętajcie, napiszcie mi o waszym rozstaniu z przyjaciółmi, podczas zmiany szkoły. 
A więc papa... :D (nigdy nie wiem jak się pożegnać xd)