niedziela, 9 sierpnia 2015

Brak weny na tytuł :D

Też macie tak, że cały dzień siedzicie na dupie myśląc co pożyteczniejszego można by zrobić niż siedzenie przed komputerem? Tak naprawdę ja w każdej wolnej chwili (czyli cały czas) mogłabym pisać na blogu, jednakże nie wiem o czym. Ten powstaje tak po prostu. Nie będzie miał określonego tematu. Więc jeżeli nie macie ochoty czytać o moich problemach, które są problemami błahymi i po co pojawiają sie one tutaj jest jedną wielką niewiadomą, po prostu nie czytajcie. :D 
Czasem po prostu siedzę i wariuję, bo nie mam co robić podczas tych wakacji. Na niektóre rzeczy jestem po prostu za leniwa, albo przez parę sekund mam na to ochotę, po czym zaczynam myśleć, że to jednak bez sensu. Trochę przygnębia mnie to, że jestem wychowana na tej całej technologii. Teraz pewnie nie siedziałabym w domu dodając tego posta, tylko byłabym gdzieś z przyjaciółmi świetnie się bawiąc w realnym, nie wirtualnym świecie, który być  może ogłupia człowieka. 
Jak mijają wam wakacje? Ja nadal nie mogę uwierzyć, że to dopiero minęła połowa. Szczerze wolałabym, żeby zaczął się już rok szkolny. 
Zastanawia mnie, czy kiedy będę chodzić do szkoły będę kontynuowała 'przygodę' z blogiem. Gdyby nie, to dla nikogo żadna strata. ;) Choć nie wiem czemu miałabym przestawać. I tak raczej nie uczyłabym się po szkole do jakichś testów i tak nigdy tego nie robiłam. Też macie tak, że jak coś przerobicie na lekcji, nie musicie się potem tego uczyć w domu, żeby dobrze napisać o tym na teście, bądź przynajmniej dobrze odpowiedzieć na lekcji? Ja tak mam, oczywiście poza historią. 
Moim największym lękiem w nowej szkole jest poznanie nowych ludzi. Boję się, że zapoznam się z kimś, chwilę pogadamy, polubimy się i następnego dnia, kiedy przyjdzie pora wypowiedzenia imienia tej osoby, od razu zapomnę jak ona miała na imię i się skompromituję, mówiąc inaczej niż jest w rzeczywistości. Choć nie ukrywam byłoby śmiesznie. :D
Mam szczerą nadzieję, że nadal będę miała możliwość utrzymywania kontaktów z bliskimi mi osobami. W końcu byliśmy ze sobą w klasie od 8 lat. Raczej byli mi bliscy. 
Będzie mi brakowało tych wygłupów na lekcjach, przerwach, w autobusie, na wycieczkach. Pierwsze miłości, przyjaźnie. Nie wyobrażam sobie życia bez tych głuptasów, którzy mnie zmienili, za co im ogromnie dziękuję (choć wątpię, żeby któreś z nich to czytało), ponieważ nie jestem juz taką szarą myszką, która nie potrafi nawet poprosić własnej kuzynki o kawałek batonika. Tak było. :D Jestem szczęśliwa, a zarazem smutna. Smutna, że to już raczej koniec, szczęśliwa, że nie powinnam nigdy ich zapomnieć. A oto dwie piosenki, które tak bardzo mnie smucą, ponieważ były odtworzone w trudnej chwili jaką było zakończenie roku szkolnego, na którym niestety musiałam pożegnać sie z niektórymi. 
Pewnie  teraz wielu z was wspomina jakieś dawne szkolne czasy, mam rację? (pewnie jak zwykle nie :D)
Piszcie mi o czym chcielibyście czytać na tym blogu, spróbuję sie dostosować. ;) 
A tym czasem żegnam się z wami. Papa ;)

środa, 5 sierpnia 2015

Rehabilitacja

Dzień dobry wieczór. 
Jako, że w pisaniu bloga chodzi o to, aby mówić o sobie, zrobię to. 
Od poniedziałku (3.08.15r.) przez następne trzy tygodnie codziennie rano (oprócz weekendów) muszę jeździć na rehabilitacje. Zaczęło się tego dnia, kiedy pojechałam na zdjęcie gipsu. Siedziałam w przychodni szczęśliwa, że teraz będzie mi już tylko łatwiej, bo będę bez gipsu, będę mogła w końcu normalnie funkcjonować. Okazało się, ze po czterech tygodniach męczarni, czekają mnie kolejne dwa. Tym razem ucięli mi kawałek gipsu, przyłożyli do ręki i owinęli bandażem. Codziennie musiałam sobie go odwijać i prostować rękę w misce z ciepłą wodą. Może parę dni ominęłam, ale miałam na to dwa tygodnie, więc uznałam, że to odrobię. Chyba odrobiłam. W końcu, kiedy nadszedł ten dzień, w którym miało sie okazać, że mam już spokój z tym wszystkim, lekarz powiedział mi, że moja ręka nie wygląda najlepiej (z resztą na pierwszej wizycie sama o tym wiedziałam, bo przedtem zrobiłam zdjęcie rentgenowskie, na którym jest dokładnie pokazane, że tylko połowa kości się ze sobą łączy,od razu wiedziałam, że nie będzie dobrze, ale jednak miałam ten cień nadziei) i kazał mi jeździć na rehabilitacje przed dwa tygodnie. Jak się okazało, jeden z zabiegów muszę zacząć dopiero w następnym tygodniu, tak samo muszę wykonywać go przez dwa tygodnie, więc doliczając ten wyjdą trzy (tygodnie). 
Mój tata nie jest z tego zadowolony, jakby to była moja wina, a czy to ja składałam sobie kości będąc uśpiona? To widać, że za dobrze nie wygląda, wiec nie wiem jak mogli mi to tak zostawić. No ale nie ważne. Uważajcie na siebie, bo coś czuję, że te rehabilitacje za dużo nie pomogą, więc lepiej, żebyście nie musieli tego przechodzić, choć wiem, że są gorsze przypadki, ludzie chorują na śmiertelne choroby, a ja się tu wyżalam, bo dodatkowy tydzień muszę jeździć na rehabilitacje. Wszystko rozumiem, ale muszę o czymś napisać, a gdybym miała pisać o tym co robię codziennie, to nie miałoby to najmniejszego sensu, ponieważ codziennie pojawiałby się raczej dokładnie taki sam post. 
No więc, papa. ;)