Dzień dobry wieczór.
Jako, że w pisaniu bloga chodzi o to, aby mówić o sobie, zrobię to.
Od poniedziałku (3.08.15r.) przez następne trzy tygodnie codziennie rano (oprócz weekendów) muszę jeździć na rehabilitacje. Zaczęło się tego dnia, kiedy pojechałam na zdjęcie gipsu. Siedziałam w przychodni szczęśliwa, że teraz będzie mi już tylko łatwiej, bo będę bez gipsu, będę mogła w końcu normalnie funkcjonować. Okazało się, ze po czterech tygodniach męczarni, czekają mnie kolejne dwa. Tym razem ucięli mi kawałek gipsu, przyłożyli do ręki i owinęli bandażem. Codziennie musiałam sobie go odwijać i prostować rękę w misce z ciepłą wodą. Może parę dni ominęłam, ale miałam na to dwa tygodnie, więc uznałam, że to odrobię. Chyba odrobiłam. W końcu, kiedy nadszedł ten dzień, w którym miało sie okazać, że mam już spokój z tym wszystkim, lekarz powiedział mi, że moja ręka nie wygląda najlepiej (z resztą na pierwszej wizycie sama o tym wiedziałam, bo przedtem zrobiłam zdjęcie rentgenowskie, na którym jest dokładnie pokazane, że tylko połowa kości się ze sobą łączy,od razu wiedziałam, że nie będzie dobrze, ale jednak miałam ten cień nadziei) i kazał mi jeździć na rehabilitacje przed dwa tygodnie. Jak się okazało, jeden z zabiegów muszę zacząć dopiero w następnym tygodniu, tak samo muszę wykonywać go przez dwa tygodnie, więc doliczając ten wyjdą trzy (tygodnie).
Mój tata nie jest z tego zadowolony, jakby to była moja wina, a czy to ja składałam sobie kości będąc uśpiona? To widać, że za dobrze nie wygląda, wiec nie wiem jak mogli mi to tak zostawić. No ale nie ważne. Uważajcie na siebie, bo coś czuję, że te rehabilitacje za dużo nie pomogą, więc lepiej, żebyście nie musieli tego przechodzić, choć wiem, że są gorsze przypadki, ludzie chorują na śmiertelne choroby, a ja się tu wyżalam, bo dodatkowy tydzień muszę jeździć na rehabilitacje. Wszystko rozumiem, ale muszę o czymś napisać, a gdybym miała pisać o tym co robię codziennie, to nie miałoby to najmniejszego sensu, ponieważ codziennie pojawiałby się raczej dokładnie taki sam post.
No więc, papa. ;)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz