niedziela, 28 czerwca 2015

Ach, te szpitale...

Witam bardzo serdecznie was wszystkich czytających. ;) Uznałam, że skoro na samym początku powiedziałam, że napiszę o moim pobycie w szpitalu, to to zrobię. To jest w sumie sprawozdanie z mojego (prawie) całego dnia.A więc, niecałe dwa tygodnie temu w szkole zostałam na SKS-ach (szkolne kółko sportowe). Zanim na szkolne boisko przyszła pani, my uznaliśmy, że sami pójdziemy, pogramy sobie w piłkę. Mój kolega stał na bramce, a ja też lubię bronić, pomimo tego, że nie potrafię, więc pytałam go czy mogę robić to za niego. Oczywiście się nie zgodził, więc ja jak to ja, można powiedzieć, że wepchałam się. Akurat strzelał kolega, który kopnięciem mógłby zabić (nie no bez przesady), ale kiedy wystawiłam rękę i dostałam tą piłką zdążyłam poczuć, że ręka mnie boli i zauważyć, że jednak nie wygląda tak jak powinna. Akurat na boisko szła odpowiedzialna za nas nauczycielka, więc  podeszłam do niej mówiąc "proszę pani, boli mnie ręka (ciągle  trochę zwijając się z bólu) proszę pani, ała, proszę pani" i tak ciągle.. ona miała mnie gdzieś i rozmawiała z kimś innym do momentu w którym nie pokazałam jej ręki. Poszła ze mną na ławkę, podłożyła dłoń pod moją rękę i pytała czy mnie to boli. Nagle powiedziała wszystkim, że musimy iść przed szkołę, bo ona ich samych nie zostawi, a musi mi usztywnić rękę. Poszłyśmy i dała mi kartonik, ponieważ ogólnie ręka mnie nie bolała  jeśli tylko miałam ją usztywnioną. Usiadłam sobie przed szkołą, bo tam lepiej się oddychało, kiedy pani mnie zapytała, czy mam numer do taty. Musiałam oczywiście po niego zadzwonić (bo przecież po co zadzwonić po karetkę?). Okazało się, że tacie w samochodzie zepsuła się skrzynia biegów i zawiózł samochód  do naprawy. Pożyczył samochód od wujka i w przeciągu 10 minut był już pod szkołą. Nie ukrywam, mieszkam na wiosce i do najbliższego szpitala miałam jakieś 25 km to prawie 30 minut jazdy. Kiedy dojechaliśmy do szpitala poszliśmy do rejestracji, gdzie pani powiedziała nam, ze musimy iść do gabinetu nr 5,ale zanim wejdziemy, spytać kto idzie ostatni, a my po nim powinniśmy pójść. No to poszliśmy. Kiedy wyszła pani, która miała być przed nami okazało się, ze teraz wchodzi ktoś inny. I tak było ciągle, a my przecież tylko czekaliśmy na skierowanie na zrobienie zdjęcia. A pierwszeństwo miały osoby ze zdjęciem. Kiedy weszliśmy my, spojrzałam przelotnie na zegarek. Kto nie byłby wkurzony wiedząc, że czekał 3 godziny tylko na skierowanie na zdjęcie? Przyjechaliśmy po 15 do szpitala a weszliśmy do gabinetu po 18. Tam lekarz sprawdzał w którym dokładnie miejscu miałam złamaną kość, a raczej kości, uciskając przy tym ciągle to samo miejsce, to które bolało. To chociaż rozumiem, przecież musiał wiedzieć, w którym miejscu nastawiać. Dali mi skierowanie, poszliśmy zrobić zdjęcie i musieliśmy wrócić. Ze zdjęciem czekaliśmy już jakieś 20 minut. Doktor w środku spytał czy chcę, żeby mi nastawili rękę od razu, bez znieczulenia, że chwilowo poczułabym ból, ale za to od  razu wróciłabym do domu, czy żeby mnie uśpili, ale musiałabym zostać na jedną noc. Oczywiście wybrałam tę drugą opcję. Dali tacie co najmniej 6 kartek do wypełnienia (o której godzinie jadłam, piłam, czy nie jestem na coś chora, po to, żeby nie zaszkodził mi środek usypiający). Kiedy tata to uzupełniał mi pielęgniarka założyła wenflon. Wróciłam do taty, żeby mu pomóc. Kiedy skończył mieliśmy zanieść to jakieś pielęgniarce. Zapukaliśmy do takiego pokoiku, w którym siedziało ich chyba co najmniej cztery. Tata chciał jednej dać te papiery, powiedziała, żebyśmy poczekali chwilę, po czym zamknęła drzwi i zaczęły wszystkie ze sobą rozmawiać, śmiać się, a my czekaliśmy na korytarzyku, bo przecież nawet nikt mi nie powiedział do którego pokoju mogę pójść, bo po co? Kiedy zauważyłam, że wstała powiedziałam to tacie. Okazało się jednak, że wzięła torebkę, jakiegoś kwiatka i wyszła. No wtedy to już po prostu zaczęliśmy się z tatą śmiać, bo przecież co innego w takiej sytuacji zrobisz? Nie zaczniesz się drzeć, żeby wróciła. Po jakichś 10-ciu minutach przyszła do nas jakaś inna pielęgniarka i się nami zajęła. Powiedziała, do którego pokoju mam iść. Poszliśmy. Tata został ze mną jeszcze jakiś czas, ale jako, że on musi brać tabletki i nie był jeszcze swoim autem, to musiał pojechać. Poleżałam sobie może pół godziny? Przyszła po mnie jedna lekarka, która miała między innymi mnie operować, mówiąc, że mam już iść. Kiedy mnie wieźli miała pretensje, ze tata już pojechał, a potem mówiła, że nie ma jednego z papierów i tak leżałam, leżałam. Nagle się okazało, że go ma. Operacja skończyła się po 22. Rano dostałam śniadanie - bułkę z masłem. Musiałam czekać, aż  przyjedzie mój tata, żeby mi ją posmarował, bo jak ja miałam zrobić to jedną ręką? Rano lekarz powiedział mi, że mogę już dzisiaj wrócić do domu. Kiedy przyjechał tata poszedł zapytać kogoś o wypis, powiedzieli mu, że wypisy dają o godzinie 14. Była 10. Mój kochany tatuś poszedł się zapytać lekarza, który mnie operował, czy moglibyśmy dostać wypis wcześniej, to z ledwością się zgodził. Ale się udało. Jako, że jeszcze do cioci pojechaliśmy to w domu byliśmy po 12. Nigdy nie sądziłam, że mój dzień w szpitalu może być tak okropny. Przynajmniej wiedziałam, żeby nie pić i nie jeść. Pewnie wtedy bym została na dwie noce w szpitalu. 
Nie wiem. To była jakaś masakra, teraz przynajmniej cieszę się, że mam to z głowy. 
Ciekawe, czy ktoś z was dotrwał do tego momentu. ;) Jeżeli tak, mam nadzieję, że doceniacie to, że tak dużo napisałam, bo robię to jedną ręką i jest na prawdę ciężko.
A więc papa. ;)

piątek, 26 czerwca 2015

WAKACJE!!

A więc, jako że dziś nastąpił dzień, na który chyba wszyscy czekaliśmy uważam, że zasługujemy na wspaniałe wakacje pełne wypoczynku, różne wyjazdy gdzie popadnie, spotykanie się ze znajomymi, rodziną, za te 9 miesięcy (licząc dni wolne) przesiedziane w szkole. Więc dziś, mam zaszczyt życzyć Wam wszystkim takich właśnie wakacji, choć pewnie spora część ludzi spędzi je w większości tak jak ja - przy komputerze. Najważniejsze jest, abyście się wszyscy dobrze bawili. Uważajcie na  siebie, bo możecie je sobie zepsuć w głupi sposób. Mam tu na myśli łamanie jakichkolwiek kończyn. Nie chcecie raczej połowę (albo połowy) wakacji przesiedzieć w gipsie. Tak jak ja. XD 
Więc tak, mam nadzieję, że nie zmarnujecie swoich wakacji, tej pięknej deszczowej pogody podczas której zacznie prószyć śnieg przed komputerem. Najlepiej wtedy wyjść na zewnątrz i pograć w piłkę, siatkówkę, pojeździć na rowerze, rolkach, cokolwiek, aby spędzić wakacje aktywnie. 
Papa. ;)

środa, 24 czerwca 2015

Trudne początki :D

Witam was wszystkich czytających, w tej chwili marnujących czas na czytanie tego właśnie bloga ludzi! 
Może zacznę od przedstawienia się. 
Nazywam się Magda (Magdalena) Muniak, mam 13 lat (i tu w tym oto momencie widzę jak właśnie wyłączasz kartę, gdyż mój wiek nie jest taki jak twój, jestem od ciebie młodsza, co znaczy oczywiście, że jestem dzieckiem internetu i że będę tylko mówiła o głupotach). Co dalej napisać? Nie wiem. Pewnie jak mi się przypomni będzie o tym wzmianka. :) 
Ogólnie od paru miesięcy myślałam, czy by nie zacząć blogować, bądź vlogować. Po prostu po to, żeby podzielić się swoimi przemyśleniami, choć jestem osobą nieśmiałą (o takich wzmiankach wcześniej mówiłam) i zawsze się bałam reakcji ludzi. Tylko dlaczego? Sądzę, że mogło być to trochę głupie, bo przecież czemu mam się przejmować jakimiś obcymi ludźmi, którzy oceniają choćby po wyglądzie, nie znając w ogóle człowieka? Więc dlatego postanowiłam coś napisać, a jako, że wakacje już za parę dni to będę miała czas na pisanie, jak tylko będzie mi się chciało. 
Nudzi mi się i zmieniam kolory czcionki... :/ Ale nie o tym miałam pisać. A więc kiedy już wiecie ile mam lat, możecie się domyślać w której jestem klasie. Tak, chodzę do 6 klasy, za ponad dwa miesiące (albo trzy, bo słyszałam, że niby wakacje mają być przedłużone w co osobiście nie wierzę i uważam, że nawet gdyby, to jest to już lekka przesada) będę w 1. klasie gimnazjum, więc w ten piątek spotkam się możliwe po raz ostatni z niektórymi przyjaciółmi, którzy uczynili moje życie piękniejszym, bardziej kolorowym przez te 8 lat. Nie zabraknie mi jednak reszty przyjaciół, ponieważ będą razem ze mną, choć obawiam się, że nasze drogi się rozejdą, dlatego proszę was, napiszcie w komentarzu jak wy przeżyliście rozstanie z przyjaciółmi (bo nie wierzę, żeby nikt starszy ode mnie tego nie czytał, chyba że już sam początek, w którym wyjawiam swój wiek go odrzucił, to wtedy nie musicie pisać). Mam nadzieję, że wasze wakacje będą lepsze niż początek moich, ponieważ mam złamaną prawą rękę (a jestem właśnie praworęczna) i ci którzy tak nie mieli, uwierzcie, jest ciężko. Nie mam na myśli wagi gipsu (choć nie ukrywam, że do najlżejszych rzeczy na świecie nie należy), lecz do sposobu wykonywania różnych czynności, które nigdy nie sprawiały mi trudności a sprawiają teraz. Na przykład: codziennie rano włosy czesze mi tata (w końcu kiedyś musiał się nauczyć :D), albo granie w gry kiedy nie dasz rady trzymać w dłoni myszki, bo ręka jest w złej pozycji a ty nic z tym nie możesz zrobić. Niestety, takie życie niezdary, która uważała, że stanie na bramce to świetny pomysł, kiedy nie ma się kompetencji. Może kiedy indziej opiszę wam mój pobyt w szpitalu, ponieważ sądzę, że o tym warto napisać. 
Więc mam nadzieję, że jakoś udało mi się was urzec, że nie jest aż tak źle co do formy prowadzenia bloga, że nikomu nie przeszkadza to, że trochę tu kolorowo, że zostawicie jakiś miły komentarz, może nawet podsuniecie temat na następnego bloga? :) 
I pamiętajcie, napiszcie mi o waszym rozstaniu z przyjaciółmi, podczas zmiany szkoły. 
A więc papa... :D (nigdy nie wiem jak się pożegnać xd)