piątek, 4 marca 2016

Przyjaciel


Czy wszyscy rozumiemy pojęcie słowa "przyjaciel"? Przyjaciel to ktoś, kto w trudnej sytuacji będzie przy tobie, wysłucha, pomoże. Jeśli będzie trzeba będzie szczery choćby ta prawda miała boleć. Zrozumie nawet twój najgorszy błąd i będzie próbował z tobą go naprawić. 

Do niedawna myślałam, że całe życie miałam przyjaciółki. Przez cały ten okres żadna z nich nie zasłużyła na to. Z resztą, ja też nie byłam idealna. Nie chciałam być niczyją przyjaciółką. Wiedziałam, że sama się do tego nie nadaję. Nie potrafiłam nikomu zaufać, mi też nie można było. Do czasu kiedy do naszej szkoły nie doszła pewna dziewczyna. Z początku się nie lubiłyśmy, to znaczy, nie utrzymywałyśmy ze sobą kontaktu choć od zawsze mieszkamy na tej samej wiosce (nawet chrzest miałyśmy razem ;D). Zaczęłyśmy się kolegować kiedy zaprosiła mnie do siebie na ognisko (czyli już wcześniej musiałyśmy rozmawiać, ale nie pamiętam jak to było ;D). Zaczęłyśmy jeździć do szkoły rowerem co skutkowało tym, że częściej się spotykałyśmy. Jakoś wyszło tak, że stałyśmy się przyjaciółkami, albo dobrymi koleżankami, które po prostu spędzają ze sobą dużo czasu. Wakacje, więcej czasu, rowery, namioty :D Kiedy okazało się, że w gimnazjum mamy być w tej samej klasie myślałam, że umrę ze szczęścia. W końcu, więcej czasu możemy ze sobą spędzać i nie rozdzieli nas to, że chodzimy do innych klas. I tak naprawdę tutaj w gimnazjum dowiedziałam się naprawdę co to jest przyjaźń, przyjaciel. Całe życie w kłamstwie. Ona zawsze była kiedy jej potrzebowałam. Nie pamiętam, żebyśmy się o coś poważnego kłóciły. Może i znamy się jakiś rok, ale myślę, że jest to jedna z osób, która zasługuje na miano mojej najlepszej przyjaciółki.Ona mnie zmieniła, sprawiła, że stałam się osobą taką z którą sama chciałabym się przyjaźnić, potrafię dotrzymać słowa, nie jestem już taka chamska jak kiedyś. Ona jest pierwszą osobą, która nie należy do mojej rodziny i szczerze mnie przytuliła. Kinga, wiesz ile dla mnie znaczysz, wiesz, że dziękuję ci za to wszystko, ale zrobię to jeszcze raz - Dziękuję! :* 

Przyjaźń to coś pięknego, niesamowita więź między (najczęściej) dwójką ludzi, której nie da się przerwać, choćby zdarzały się kłótnie i tak szybko się o nich zapomina, wszystko powierzone drugiej osobie zostaje tylko u niej. Przyjaciel to osoba, która kiedy się przewrócisz podniesie cię, ale dopiero kiedy przestanie się śmiać, to osoba, z którą masz najlepsze wspomnienia, z którą masz głupawki, ale potraficie być poważni i wyjaśnić sobie niektóre sprawy. 
Każdy powinien doznać w życiu tego wielkiego szczęścia jakim jest posiadanie przyjaciela. ;)
Pa... :) 


wtorek, 5 stycznia 2016

NOWY ROK! :D

Hej wszystkim czytającym! :) 
Tak, wiem, ze się trochę spóźniłam, ale MAMY NOWY ROK! :D Jeej... :D 
Jak spędziliście sylwestra? Ja się cieszę, ze w końcu mogłam spotkać się w ten dzień z przyjaciółmi, zazwyczaj jechaliśmy do cioci (nie było fajnie kiedy nie było kuzynki, bo nie miałam robić i tak naprawdę zasnęłam o 19). Bawiłam się super tego sylwestra. 
Macie postanowienia noworoczne? Ja swoje właśnie wymyśliłam :D Zaraz je wypiszę, ale chciałabym się jeszcze wypowiedzieć.
Czy wam postanowienia noworoczne pomagają? Dotrzymujecie ich? Wg mnie jakieś postanowienia można wymyślać w każdej chwili, a nie tylko z okazji Nowego Roku. Czy to jest jakaś motywacja, czy co? Ja zazwyczaj nic nie wymyślałam, bo wiedziałam, że i tak tego nie zrobię :D Ale tym razem coś mnie podkusiło, żeby spróbować... :)



1. Przestanę tak często przeklinać
Ograniczę się, bo nie wypada tego robić :D
2. Co najmniej 3 razy w tygodniu będę ćwiczyć
Nie żebym czuła się jakaś gruba, mam niedowagę, ale chyba mogę :D
3. Będę dalej rozwijać umiejętność gry na pianinie
Jeździłam na lekcje, ale nie lubiłam tego, przynajmniej umiem zagrać jedna piosenkę, prawie całą :D 
4. Spróbuję być bardziej pewna siebie
Głupio całe życie być nieśmiałym,  wole się wybawić póki jeszcze mogę, nie chce sobie zmarnować życia. 
5. Nie będę tak zaniedbywać bloga
Postaram się, ale kompletnie nie wiem o czym mam pisać i ciężko mi coś samej wymyślić. 
6. Nagram coś na YouTube 
Hahahha wątpię, że to zrobię, choć chciałabym :D
7. Będę milsza dla ludzi. 
Przydałoby się, choć chyba aż tak źle jeszcze nie jest. :D


Tak więc to było moje 7 postanowień noworocznych. Nie pisałam nic, że zacznę się uczyć. Legenda głosi, że ktoś kiedyś zaczął. :D 
Dzięki za przeczytanie, papa. :) :D 


piątek, 9 października 2015

nieśmiałość?

Ostatnio w swoim zachowaniu zauważyłam coś dziwnego, nie potrafię mówić o sobie, swoich uczuciach, a nawet nie chcę, żeby ktoś znajomy czytał to o czym piszę. Ja zawsze wiedziałam, że jestem nieśmiała, ale czy aż tak? W życiu nie widziałam na oczy osoby, która nie zna swoich dobrych stron, tak, nie znam swoich dobrych stron. A przynajmniej nie lubię, albo nie chcę o nich mówić. Nie żebym narzekała, czy coś, ale sprawia mi to problemy. Wielkie problemy. Może kiedyś pomyślę sobie "jak ja mogłam coś takiego nazywać problemem?" ale teraz nie. 
Wstydzę się mówić do SIEBIE, ale tylko o niektórych rzeczach. Jak na co dzień jestem dość towarzyska osobą, w podstawówce nie ukrywam nie byłam znienawidzona osobą, wręcz przeciwnie, byłam osobą, którą większość klasy lubiła to nigdy nie potrafiłam sama się z kimś zaprzyjaźnić. Zazwyczaj trzymam się z osobami, które znam dość długo, bo wstydzę się innych. 
To chyba głupie, ale proszę o radę. Może jakimś dziwnym trafem czyta to osoba, która miała taki sam problem jak ja? Da się to jakoś w ogóle zmienić? 
Pozdrawiam Alę i Zuzkę.. :D 

niedziela, 9 sierpnia 2015

Brak weny na tytuł :D

Też macie tak, że cały dzień siedzicie na dupie myśląc co pożyteczniejszego można by zrobić niż siedzenie przed komputerem? Tak naprawdę ja w każdej wolnej chwili (czyli cały czas) mogłabym pisać na blogu, jednakże nie wiem o czym. Ten powstaje tak po prostu. Nie będzie miał określonego tematu. Więc jeżeli nie macie ochoty czytać o moich problemach, które są problemami błahymi i po co pojawiają sie one tutaj jest jedną wielką niewiadomą, po prostu nie czytajcie. :D 
Czasem po prostu siedzę i wariuję, bo nie mam co robić podczas tych wakacji. Na niektóre rzeczy jestem po prostu za leniwa, albo przez parę sekund mam na to ochotę, po czym zaczynam myśleć, że to jednak bez sensu. Trochę przygnębia mnie to, że jestem wychowana na tej całej technologii. Teraz pewnie nie siedziałabym w domu dodając tego posta, tylko byłabym gdzieś z przyjaciółmi świetnie się bawiąc w realnym, nie wirtualnym świecie, który być  może ogłupia człowieka. 
Jak mijają wam wakacje? Ja nadal nie mogę uwierzyć, że to dopiero minęła połowa. Szczerze wolałabym, żeby zaczął się już rok szkolny. 
Zastanawia mnie, czy kiedy będę chodzić do szkoły będę kontynuowała 'przygodę' z blogiem. Gdyby nie, to dla nikogo żadna strata. ;) Choć nie wiem czemu miałabym przestawać. I tak raczej nie uczyłabym się po szkole do jakichś testów i tak nigdy tego nie robiłam. Też macie tak, że jak coś przerobicie na lekcji, nie musicie się potem tego uczyć w domu, żeby dobrze napisać o tym na teście, bądź przynajmniej dobrze odpowiedzieć na lekcji? Ja tak mam, oczywiście poza historią. 
Moim największym lękiem w nowej szkole jest poznanie nowych ludzi. Boję się, że zapoznam się z kimś, chwilę pogadamy, polubimy się i następnego dnia, kiedy przyjdzie pora wypowiedzenia imienia tej osoby, od razu zapomnę jak ona miała na imię i się skompromituję, mówiąc inaczej niż jest w rzeczywistości. Choć nie ukrywam byłoby śmiesznie. :D
Mam szczerą nadzieję, że nadal będę miała możliwość utrzymywania kontaktów z bliskimi mi osobami. W końcu byliśmy ze sobą w klasie od 8 lat. Raczej byli mi bliscy. 
Będzie mi brakowało tych wygłupów na lekcjach, przerwach, w autobusie, na wycieczkach. Pierwsze miłości, przyjaźnie. Nie wyobrażam sobie życia bez tych głuptasów, którzy mnie zmienili, za co im ogromnie dziękuję (choć wątpię, żeby któreś z nich to czytało), ponieważ nie jestem juz taką szarą myszką, która nie potrafi nawet poprosić własnej kuzynki o kawałek batonika. Tak było. :D Jestem szczęśliwa, a zarazem smutna. Smutna, że to już raczej koniec, szczęśliwa, że nie powinnam nigdy ich zapomnieć. A oto dwie piosenki, które tak bardzo mnie smucą, ponieważ były odtworzone w trudnej chwili jaką było zakończenie roku szkolnego, na którym niestety musiałam pożegnać sie z niektórymi. 
Pewnie  teraz wielu z was wspomina jakieś dawne szkolne czasy, mam rację? (pewnie jak zwykle nie :D)
Piszcie mi o czym chcielibyście czytać na tym blogu, spróbuję sie dostosować. ;) 
A tym czasem żegnam się z wami. Papa ;)

środa, 5 sierpnia 2015

Rehabilitacja

Dzień dobry wieczór. 
Jako, że w pisaniu bloga chodzi o to, aby mówić o sobie, zrobię to. 
Od poniedziałku (3.08.15r.) przez następne trzy tygodnie codziennie rano (oprócz weekendów) muszę jeździć na rehabilitacje. Zaczęło się tego dnia, kiedy pojechałam na zdjęcie gipsu. Siedziałam w przychodni szczęśliwa, że teraz będzie mi już tylko łatwiej, bo będę bez gipsu, będę mogła w końcu normalnie funkcjonować. Okazało się, ze po czterech tygodniach męczarni, czekają mnie kolejne dwa. Tym razem ucięli mi kawałek gipsu, przyłożyli do ręki i owinęli bandażem. Codziennie musiałam sobie go odwijać i prostować rękę w misce z ciepłą wodą. Może parę dni ominęłam, ale miałam na to dwa tygodnie, więc uznałam, że to odrobię. Chyba odrobiłam. W końcu, kiedy nadszedł ten dzień, w którym miało sie okazać, że mam już spokój z tym wszystkim, lekarz powiedział mi, że moja ręka nie wygląda najlepiej (z resztą na pierwszej wizycie sama o tym wiedziałam, bo przedtem zrobiłam zdjęcie rentgenowskie, na którym jest dokładnie pokazane, że tylko połowa kości się ze sobą łączy,od razu wiedziałam, że nie będzie dobrze, ale jednak miałam ten cień nadziei) i kazał mi jeździć na rehabilitacje przed dwa tygodnie. Jak się okazało, jeden z zabiegów muszę zacząć dopiero w następnym tygodniu, tak samo muszę wykonywać go przez dwa tygodnie, więc doliczając ten wyjdą trzy (tygodnie). 
Mój tata nie jest z tego zadowolony, jakby to była moja wina, a czy to ja składałam sobie kości będąc uśpiona? To widać, że za dobrze nie wygląda, wiec nie wiem jak mogli mi to tak zostawić. No ale nie ważne. Uważajcie na siebie, bo coś czuję, że te rehabilitacje za dużo nie pomogą, więc lepiej, żebyście nie musieli tego przechodzić, choć wiem, że są gorsze przypadki, ludzie chorują na śmiertelne choroby, a ja się tu wyżalam, bo dodatkowy tydzień muszę jeździć na rehabilitacje. Wszystko rozumiem, ale muszę o czymś napisać, a gdybym miała pisać o tym co robię codziennie, to nie miałoby to najmniejszego sensu, ponieważ codziennie pojawiałby się raczej dokładnie taki sam post. 
No więc, papa. ;) 


sobota, 25 lipca 2015

Dzieciństwo Madzi ^^

Kiedy za oknem jest taka jakże piękna pogoda jak teraz (deszcz, burza, wiatr), chyba nikt nie chce wychodzić z domu. Ja w takie dni po prostu leżę sobie na łóżku z laptopem i oglądam. 
 Pomyślałam, że skoro nie mam ochoty aby wychodzić na zewnątrz, w końcu mogłabym coś napisać na bloga. Ale co?

Uznałam, że ciekawym pomysłem byłoby opowiedzieć o swoim dzieciństwie. To znaczy o niektórych sytuacjach, które są zabawne (przynajmniej według mnie i moich rodziców). 






Chciałabym opowiedzieć je chronologicznie, niestety nikt z nas nie wie, które zdarzenie miało miejsce najpierw. No to do dzieła. 

Bodajże 2 tygodnie po urodzeniu dostałam od babci maskotkę. Nazwałam ją Myszka (tak wiem, kreatywna nazwa). 
Zawsze lubiłam bawić się jej ogonem. Pewnego wieczoru, kiedy leżałam sobie w łóżku i kręciłam tym ogonem na prawo i lewo, w pewnym momencie okazało się, że niestety jej go oderwałam mówiąc przy tym '' O Bozie, o Jezu, o japiejdole". Tak, przeklinałam mając może parę miesięcy? (jeżeli takie słowa można jeszcze przekleństwem nazwać)
Chyba kochałam to robić, ponieważ kiedyś rodzice kupili mi serek. Zaproponowali, że pomogą mi z otwarciem go, ja oczywiście jak taka Zosia samosia nie zgodziłam się i próbowałam go na siłę otworzyć. Po kilku nieudanych próbach krzyknęłam "Kuwa mać" i prawdopodobnie rzuciłam nim o stolik. Bo czemu nie? :D









Kiedyś pojechaliśmy do mojej kuzynki na kilka dni. Moja mama i kuzynka siedziały w kuchni i rozmawiały. Ja tymczasem byłam obok, tylko że siedziałam na podłodze i bawiłam się Myszką. Po chwili kiedy skończyły rozmawiać zauważyły, że ja śpię sobie na podłodze. :D





A teraz parę zdjęć może? :D 




 To w czym siedzę miało być 'domkiem' dla lalek, tam najwyraźniej miały być przechowywane lalki, kiedy się nimi nie bawię. Ale skoro było 'w moim rozmiarze' uznałam, ze sobie tam wejdę. :D 










Tutaj jak widać huśtałam się. Ale to zdjęcie pojawia się tutaj ze względu na moja minę. :D 























Mam nadzieję, że podobało wam się. :D Papa. :D 


















środa, 15 lipca 2015

WAŻNE!!

Bardzo was proszę, piszcie w komentarzach jakieś propozycje na nowe posty, bo jednak chciałabym, aby ten blog dalej się rozwijał, a żeby mógł muszę dodawać nowe posty, ale żeby je dodać muszę wiedzieć o czym napisać. W taki sposób dowiem się o czym chcielibyście czytać. ;) 
A więc papa. ;)